Europejczycy w Afryce

Wyprawa Marlowa w głąb Kongo obfitowała w spotkania z ludźmi. Rdzennych Afrykańczyków widział on głównie jako bezosobową masę - trochę tajemniczą, podle traktowaną przez białych grupę, z której od czasu do czasu wyłaniał się obraz jakiejś jednostki, ale i ona pozostała niezindywidualizowana, jakby reprezentacyjna dla swojej rasy. Opisując Afrykańczyków Marlow, nie pozbawiony przecież współczucia i szczerze poruszony okrucieństwem, jakie spotykało ich z ręki białych, używa określeń typowych dla epoki kolonializmu i przekonania o wyższości cywilizacyjnej Europejczyków: Murzyni, dzicy, kanibale, i najbardziej neutralne: czarni ludzie.

Bardziej dokładne charakterystyki kreśli natomiast przedstawiając białych kolonizatorów.

Kapitan Fresleven

Duńczyk, którego Marlowe miał zastąpić, gdy ten zginął podczas jakiejś awantury z tubylcami. Marlow, który nigdy kapitana Freslevena nie poznał, powtarza opinię, iż był on osobą niezwykle łagodną i spokojną. Jednak banalny spór handlowy (o dwie kury!) sprowokował go do ataku na wodza afrykańskiej wioski, którego zaczął okładać kijem na oczach bezradnych mieszkańców. Ostatecznie został przebity dzidą przez syna wodza.

Doktor

Stary doktor bada Marlowa przed jego wyprawą. Wydaje się być szczególnie zainteresowany psychicznymi konsekwencjami wyprawy białych w głąb Afryki. Mierzy też swojemu pacjentowi czaszkę, co nasuwa skojarzenia z naukowym rasizmem, rozpowszechnionym w środkowisku medycznym i naukowym w XIX wieku.

Księgowy Kompanii

Marlow spotyka go zaraz po przerażającym widoku wygłodzonych i udręczonych Afrykanów. Na ich tle księgowy wydaje się być wręcz groteskowo wystrojony, przesadnie elegancki. Jak się później okazuje, księgowy tak samo jak o własny strój dba o księgi rachunkowe, w których wszystko musi być utrzymane w idealnym porządku.

Poza nim jednym wszystko wokół było w rozsypce: umysły, przedmioty, budynki. Sznury zakurzonych Murzynów na koślawych nogach przybywały i odchodziły. Produkty przemysłowe, tani perkal, koraliki i drut miedziany strumieniami lały się w głębiny ciemności, a z zamian lała się strużka cennej kości słoniowej. (25)

Men with ivory tusks, Dar Es Salaam
Men with ivory tusks, Dar Es Salaam

Od księgowego Marlowe po raz pierwszy dowiaduje się o istnieniu agenta Kurtza. Zostaje on mu przedstawiony jako wybitny szef placówki handlowej, pozyskujący więcej kości słoniowej niż wszyscy inni razem wzięci. Księgowy jest niemal fanatycznie oddany swym księgom rachunkowym - równocześnie wydaje się być kompletnie niewrażliwy na los czarnoskórej ludności a także białych cierpiących w wyniku chorób tropikalnych.

Kierownik stacji

To właśnie kierownik stacji informuje Marlowa o zatonięciu parowca, którym ten miał udać się w górę rzeki. Prace nad wydobyciem statku i jego reparacją zajmują narratorowi kolejne tygodnie. Kierownik jest człowiekiem ze wszech miar przeciętnym, a zarazem budzącym nieokreślony niepokój.

Nie miał talentu organizującego ani inicjatywy, ani nawet zmysłu porządku. To było ewidentne, wystarczyło spojrzeć, jak wygląda stacja. Nie miał wykształcenia, nie był inteligentny. Swojej pozycji dochrapał się - jak? Może tak, że nigdy nie chorował. (…) Kwitnące zdrowie pośród generalnego pogromu organizmów ludzkich samo w sobie jest siłą. (…) Niczego nowego nie umiał stworzyć, potrafił tylko podtrzymywać codzienną rutynę - to wszystko. Ale był wielki. Był wielki dzięki temu jednemu drobiazgowi, że nikt nie wiedział, co nim kieruje. I tej tajemnicy nikomu nie zdradził. Być może zresztą nic w nim nie było. Takie podejrzenie człowieka paraliżowało - bo przecież tam, w tym miejscu, nie było żadnej zewnętrznej kontroli. (29 - podkreślenie moje)

Po kilkumiesięcznym pobycie na stacji, Marlow poznaje kierownika na tyle, żeby odkryć jego prymitywną zachłanność, żądzę zysku, brak jakichkolwiek skrupułów, a także demoralizujące poczucie bezkarności, w którym utwierdza go jego równie zdemoralizowany wuj.

Młody agent

Elokwentny “arystokrata”, zajmujący się na stacji produkcją cegieł, których jednakże od roku nie wytwarzał z powodu braku jakiegoś niezbędnego surowca. Człowiek podstępny (w swoim mniemaniu!) i sprytny. Cyniczny, wyrażający pozornie pochlebne opinie o Kurtzu, któremu wróży wielką karierę w hierarchii kompanii i prawdopodobnie jest o nią zazdrosny.

Arlekin

Rosjanin spotkany na ostatniej, niespodziewanej, stacji, na krótko przed spotkaniem Kurtza. Arlekin, nazwany tak z powodu kolorowego, sztukowanego łatami odzienia. Jest młodym człowiekiem, gadatliwym i entuzjastycznym. Jak sam mówi:

Szedłem kawałek, a potem troszkę dalej i jeszcze dalej, aż doszedłem już tak daleko, że sam nie wiem, czy kiedykolwiek powrócę.

W oczach Marlowa młody Rosjanin ucieleśnia ducha przygody. Arlekin otwarcie wyraża swoją fascynację agentem Kurtzem, który otworzył mu oczy na wiele spraw. Rosjanin był też jedynym Europejczykiem, jakiego Kurtz spotykał od momentu swego “dobrowolnego zerwania z cywilizacją”. Marlow pomaga mu zbiec, ostrzegając, że kierownik stacji gotów jest wydać na niego wyrok śmierci.

Kurtz

Agent Kurtz jest na tyle złożoną postacią, i tajemnicą dla samego narratora, że byłoby sprzeniewierzeniem się duchowi powieści Conrada pobieżne charakteryzowanie tego bohatera. Fakty są takie, że utalentowany i skuteczny agent handlujący kością słoniową okazuje się na końcu utworu wpół “zdziczałym”, odartym z cywilizacyjnej ogłady i wyniszczonym człowiekiem, owładniętym tajemniczymi namiętnościami, wygrażającym otaczającej go puszczy i podsumowującym swoje życie słowami: “zgroza, zgroza!

Podsumowanie

Conrad ukazuje Europejczyków w Afryce w sposób jednoznacznie negatywny, jako bezwględnych kolonizatorów oraz zachłannych imperialistów, łupiących afrykańskie zasoby i zmuszających lokalną ludność do niewolniczej pracy. Jego opowieść nie pozostawia złudzeń co do ich szlachetnych zamiarów i cywilizacyjnych aspiracji.

Joseph Conrad, Jądro ciemności, Kraków 2011, tłumaczenie: Magda Heydel