Wesele - jako realizacja idei teatru ogromnego

Wyspiański nie był jedynie poetą czy autorem sztuk teatralnych. Jego wszechstronny talent obejmował także malarstwo, rysunek, choreografię, reżyserię, projektowanie sztuki użytkowej. Nie tyle po prostu pisał sztuki teatralne, co był artystą teatru. Jak pisał o nim wybitny reżyser Leon Schiller: Wyspiański opatrzył scenariusz swojego dramatu najdokładniejszymi informacjami dekoracyjnymi i kostiumowymi, obmyślił ruch figur i światło dla każdej sceny, kładąc poniekąd większy nacisk na stronę optyczną widowiska niż na słuchową.

Swe liczne uzdolnienia artystyczne wyraził poprzez postulat dramatu jako syntezy sztuk. Jego realizację widać wyraźnie w Weselu, w którym autor dokładnie zaprojektował udział muzyki, ruch, operowanie światłem, obecność dzieł sztuki plastycznej, a wszystko to ujęte w opisie dekoracji przed akcją dramatu:

Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.

Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukanie chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w przez tę izbę-scenę przejdą, zwrócona jest tatakt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki…(…) Na środku izby stół okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie przy jarzących brązowych świecznikach żydowskich suta zastawa(…). Około stołu proste drewniane stołki kuchenne z białego drzewa; przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego “Wernyhory” i litograficzne odbicie Matejkowskich “Racławic”.

Poza sztukami wizualnymi niebagatelne znaczenie miała w dramacie Wyspiańskiego muzyka. Sam nie będąc kompozytorem, Wyspiański pozostawał pod wielkim wrażeniem oper oraz form dramaturgii mocno związanej z muzyką. Podziwiał twórczość Wagnera i pisywał libretta do nigdy niezrealizowanych oper.

Nie mogąc stworzyć prawdziwej opery, Wyspiański starał się wyposażyć swoje dramaty w jak najwięcej związków z muzyką. W Weselu zadbał o to, aby scenom towarzyszyła nieustannie muzyka ludowa dobiegająca z drugiej izby. Część dialogów odbywa się wręcz w tańcu. Słynnym chocholim tańcem kończy się też cały utwór, przy czym Wyspiański załączył w didaskaliach zapis nutowy motywu muzycznego, który miał towarzyszyć tej scenie. Ponadto wypowiedzi postaci formowane są w ten sposób, aby jak najbardziej naśladować frazę muzyczną - stąd śpiewne rymy, powtórzenia, refreny. Wystarczy spojrzeć choćby na tę scenę otwierającą II Akt Wesela:

CHOCHOŁ

Tatusiowi powiadaj,

że tu gości będzie miał,

jako chciał, jako chciał.

ISIA

A ty mi się przepadaj,

śmieciu jakiś, chochole,

huś ha, na pole!

CHOCHOŁ

Tatusiowi powiadaj…

ISIA

Huś ha, na pole,

głupi śmieciu, chochole!

CHOCHOŁ

Szepnij w ucho mamusie…

ISIA

Wynocha, paralusie!

CHOCHOŁ

Kto mnie wołał,

czego chciał…

Formalna strona dramatów Wyspiańskiego nie stanowiła odrębnej od ich treści domeny, ale składała się na spójną artystyczną wymowę poszczególnych dzieł. Ambicją Wyspiańskiego było tak budować utwór dramatyczny, aby poprzez totalne doświadczenie estetyczne, w którym forma jest nierozerwalnie sprzężona z treścią, odsłaniać działanie ukrytych sił w poszczególnych postaciach jak i relacjach międzyludzkich oraz konstrukcjach społecznych - zwłaszcza tak kluczowej jak naród.

Wymowy Wesela, bardziej niż wielu innych dzieł literackich, nie da się sprowadzić do dyskursywnych wyjaśnień - musiałyby one siłą rzeczy zniekształcić sens utworu. Doświadczanie dramatu na scenie jest dla widza (ale także autora, aktorów, reżysera, krytyków teatralnych) głębokim przeżyciem psychologicznym i duchowym, prowadzącym w proces poznawania prawdy o sobie. Przecież oglądając Wesele polski widz odnajduje w sytuacjach, w których uczestniczą bohaterowie, swoje własne lęki i kompleksy. Nie tyle osądza Dziennikarza, Poetę, Pana Młodego, Gospodarza, Dziada czy nawet Jaśka, który zabył kiejsik złoty róg, ile sam czuje się osądzany i demaskowany przez samego siebie.