Lalka - obraz społeczeństwa polskiego

Polska w latach 1878-1879, czyli w czasie, kiedy toczy się akcja Lalki, nie istniała jako państwo. Jednak ideologia polskiego pozytywizmu zakładała, że dużo można zdziałać mimo braku instytucji państwowych, pod warunkiem, że społeczeństwo zaangażuje się samo w działania mające na celu samopomoc. Jak ukazane jest owo społeczeństwo w powieści Prusa?

Tradycyjnie na czele społecznej hierarchii stoją tzw elity, a więc ludzie najbardziej wpływowi, najzamożniejsi, najlepiej wykształceni. W Lalce byliby to arystokraci i szlachta, jednak w czasie trwania akcji powieści, ta sytuacja zaczyna się zmieniać. Oto arystokraci często wcale nie są już najzamożniejsi (wystarczy przywołać problemy finansowe Łęckich, Kazia Starskiego, Barona Krzeszowskiego, Juliana Ochockiego…) a jednak ciągle chcą utrzymać dotychczasowy styl życia, nic w nim nie zmieniając. Nadal mieszkają w najdroższych kamienicach, w najlepszych dzielnicach, z tym, że aby utrzymać swoje życie w niezmieniony sposób, muszą się zapożyczać, uprawiać hazard. Dlaczego tak jest?

Głównie dlatego, że nie pracują, a ich rodowy majątek topnieje. Tradycyjnie polska szlachta i arystokracja (czyli szlachta najbogatsza) utrzymywała się z majątków ziemskich (na których pracowali głównie chłopi, najpierw pańszczyźniani, a z czasem zatrudniani za niewielkie płace). Dopóki dominował ustrój feudalny, taki sposób utrzymywania majątku był wystarczający, ale wraz z rozwojem kapitalizmu, pojawiły się nowe, bardziej dynamiczne i efektywne źródła dochodu: fabryki, wielkie sklepy, kapitał.

Arystokraci pretendują więc do roli elity społecznej, ale nie oferują niczego społeczeństwu. Jest to z perspektywy pracy organicznej ogromne społeczne przewinienie. Przecież warstwy społeczne powinny współpracować ze sobą, realizując tak zwany zdrowy egoizm, w myśl którego zaspakajanie własnych potrzeb pomaga innym grupom zaspokoić ich potrzeby. Zdaniem Prusa idea wymiany usług między warstwami społecznymi jest jedyną społeczną siłą zdolną przeciwstawić się koszmarowi darwinowskiej walki o byt.

Wokulski przebywając w Paryżu ma okazję obserwować społeczeństwo doskonale zorganizowane właśnie wokół idei wymianu usług, przy czym francuskie elity entuzjatycznie wspierają produkcję przemysłową, przez co zyskuje cały naród. Tymczasem polscy arystokraci ze swoich zagranicznych wojaży przywożą tylko wspomnienia balów i zabaw. Ściągają z zagranicy artystów, bo lubią rozrywkę. Natomiast ruch intelektualny, nowoczesna produkcja, przemysł tą drogą do kraju się nie przedostają. Jak gorzko zauważa Ochocki: jeżeli będziesz pan umiał tańczyć, grać na jakimś instrumencie, bawić damy… to zrobisz pan karierę. Natychmiast ogłoszą pana za znakomistość i zajmiesz takie stanowisko, na którym dochody dziesięć razy przekroczą wartość pańskiej pracy. (II, 611)

W II połowie XIX wieku zaczęła się pogacić nowa grupa społeczna – są to przedsiębiorczy mieszczanie, ludzie interesu. To dlatego w Lalce Wokulski jest bogatszy od większości arystokratów, bo on czerpie zyski z tej nowej kapitalistycznej formy uzyskiwania dochodu. Mieszczanie to najszersza grupa społeczna i najbardziej zróżnicowana, bo należą do niej zarówno bardzo bogaty Wokulski, jaki i stosunkowo ubogi Ignacy Rzecki, zarówno drobni kupcy i przedsiębiorcy, jak i marzący o awansie subiekci czy studenci. Mieszczanie odznaczają się różnymi cechami: są niewątpliwie pracowici i uczciwi jak Minclowie, którzy uczyli fachu Ignacego Rzeckiego i pośrednio – Wokulskiego, bywają też małostkowi i zazdrośni – wystarczy przypomnieć sobie scenę z rozdziału pierwszego, kiedy to grupa mieszczan raczących się piwem w pijalni u Hopfera obgaduje Wokulskiego, przypisując mu wszystkie możliwe przewinienia.

Na dnie hierarchii społecznej znajduje się biedota warszawska, reprezentowana zarówno przez służbę (Anusia, służący Mikołaj) bądź też pracowników najemnych (furman Wysocki, jego brat dróżnik, Węgiełek) ale też nędzarzy, których obserwował Wokulski spacerując po Powiślu. Prus nie poświęca biedocie tyle miejsca, co pozostałym mieszkańcom Warszawy - stanowią oni raczej pretekst do ponurych rozmyślań Wokulskiego nad sytuacją społeczną Polaków.

Osobną grupę społeczną stanowią reprezentanci narodu żydowskiego. Jak pisze Rzecki w swoim pamiętniku: W ogóle, może od roku uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć: nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo. (I, 304-305) Prus pokazuje w swojej powieści, jak często Żydzi spotykali się z nietolerancją, niechęcią ze strony Polaków. Widać to np. wtedy, kiedy Wokulski zatrudnia w swoim sklepie młodego Szlangbauma, a ten zmagać się musi z uprzedzeniami i nieżyczliwością innych subiektów. Większość bohaterów powieści ma wyraźny problem z akceptacją innych od siebie, ludzie mają tendecję do pochwalania tych, którzy należą do ich grupy, a są co najmniej sceptyczni w stosunku do innych. Taka sytuacja nie sprzyja asymilacji mniejszości – naród żydowski izoluje się więc, rośnie przeświadczenie, że założony przez pozytywistów wspólny rozwój społeczny nie będzie możliwy.