Witkacy - szalony awangardysta, tragiczny prorok.

W kanonie lektur szkolnych łatwo natknąć się na pomniki – postacie z brązu, które uładzono, wypolerowano i zamknięto w sztywnych ramach biograficznych notek. Ale jeśli szukacie kogoś, kto te ramy roznosi w pył z gracją dynamitu, musicie poznać Stanisława Ignacego Witkiewicza. Witkacego.

Malarz, fotograf, dramaturg, powieściopisarz, a nade wszystko – bezkompromisowy filozof i prorok katastrofy. Człowiek, który swoimi dokonaniami mógłby obdzielić kilka intensywnych życiorysów, dziś jest najczęściej granym polskim autorem za granicą i autorem tłumaczonym na ponad 30 języków.

Edukacja bez cenzury, czyli jak nie dać się “ustawić”

Staś (urodzony w 1885 r.) miał życiowy start, którego mógłby pozazdrościć mu każdy zbuntowany humanista. Jego ojciec, Stanisław Witkiewicz (twórca słynnego stylu zakopiańskiego), uważał tradycyjną szkołę za machinę do niszczenia indywidualności. Efekt? Witkacy nigdy nie usiadł w szkolnej ławce.

Edukacją syna kierował ojciec, aranżując prywatne lekcje z profesorami uniwersytetów i wybitnymi artystami. Młody Witkiewicz chłonął wszystko: od filozofii i nauk ścisłych, po muzykę i malarstwo. Jako ośmioletni chłopiec drukował na dziecięcej drukarence swoje pierwsze dramaty, a jako nastolatek pisał rozprawy filozoficzne zatytułowane Marzenia improduktywa. Dodajmy do tego rodziców chrzestnych: legendarną aktorkę Helenę Modrzejewską i słynnego góralskiego gawędziarza Sabałę. Witkacy był po prostu skazany na życie artysty.

Demoniczne kobiety, Nowa Gwinea i trauma, która zmieniła wszystko

Młodość Witkacego to gotowy scenariusz na mroczny film psychologiczny. Budują go studia na krakowskiej ASP (podjęte wbrew woli ojca), podróże do Paryża, gdzie odkrywa kubizm, i burzliwy, niszczycielski romans z wybitną aktorką Ireną Solską (którą uwiecznił później w swojej debiutanckiej powieści 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta).

Jednak prawdziwy przełom w jego psychice przyniósł rok 1914. Po dramatycznej kłótni, jego ciężarna narzeczona, Jadwiga Janczewska, popełniła samobójstwo. Witkacy popadł w stan głębokiej, destrukcyjnej depresji. Obwiniał się o jej śmierć, nosił się z zamiarem zażycia cyjanku.

Jadwiga Janczewska
Jadwiga Janczewska

Aby ratować przyjaciela, wybitny antropolog Bronisław Malinowski zabrał go jako fotografa na wyprawę naukową na Nową Gwineę i Cejlon. Egzotyczna podróż nie uleczyła ran, ale wyostrzyła zmysł obserwacji artysty. Gdy w Australii dotarła do nich wieść o wybuchu I wojny światowej, drogi przyjaciół się rozeszły. Witkacy ruszył do Rosji, by zaciągnąć się do armii, wyobrażał sobie bowiem, że w ten sposób przyczyni się do odzyskania przez Polskę niepodległości.

Lekcja z rewolucji: Narodziny katastrofisty

Jako oficer elitarnego carskiego pułku, Witkacy został ciężko ranny na froncie w 1916 roku. Prawdziwym wstrząsem okazał się jednak rok 1917 – artysta znalazł się w samym centrum rewolucji październikowej w Petersburgu.

To, co tam zobaczył, uformowało go na resztę życia. Widok ujednoliconego, ślepego tłumu niszczącego dawną kulturę zrodził w nim głęboki pesymizm. Witkacy zrozumiał, że nadchodzi era masowości, mechanizacji i szarych egzystencji, w której nie będzie już miejsca na indywidualizm, sztukę i metafizykę. Gdy w 1918 roku wrócił do Zakopanego, był już zdeklarowanym katastrofistą.

Autoportret w czapce
Autoportret w czapce

Małżeństwo na odległość, czyli 1300 listów do żony

Życie prywatne Witkacego po powrocie do kraju wcale nie stało się spokojniejsze. 30 kwietnia 1923 roku artysta bierze ślub z Jadwigą z Unrugów, wnuczką słynnego malarza Juliusza Kossaka. Mogłoby się wydawać, że to idealna, artystyczna partia. Rzeczywistość okazała się jednak trudna.

Para zamieszkała razem w zakopiańskim pensjonacie prowadzonym przez matkę Witkacego. Szybko jednak wybuchł tam klasyczny, rodzinny miks toksycznych napięć i narastających konfliktów. Efekt? Jadwiga spakowała się i wyprowadziła do Warszawy. Co ciekawe, ten z pozoru nieudany związek małżeński paradoksalnie uratował się… na odległość. Przekształcił się w niezwykłą, wieloletnią przyjaźń. Witkacy i Jadwiga często się odwiedzali, a pamiątką po tej nieszablonowej relacji jest gigantyczna korespondencja – artysta napisał do żony prawie 1300 listów!

Jadwiga Witkiewiczowa
Jadwiga Witkiewiczowa

Teatr Czystej Formy i Firma portretowa

Dwudziestolecie międzywojenne to czas najdzikszej kreatywności Witkacego. Stał się głównym ideologiem Formistów, napisał około 40 dramatów (m.in. W małym dworku Wariata i zakonnicę Matkę, Szewców ). Jego teatr miał realizować jego autorską teorię Czystej Formy – nie chodziło o to, by pokazywać “życie”, ale by wywołać u widza czysty wstrząs estetyczny, uczucie metafizycznego zdziwienia istnieniem.

Ponieważ z awangardowej sztuki wyżyć się nie dało, w 1925 roku Witkacy ogłosił koniec z malarstwem artystycznym i założył… Firmę Portretową S.I. Witkiewicz.

Było to genialne, prześmiewcze przedsiębiorstwo zarobkowe działające według ścisłego Regulaminu. Witkacy dzielił portrety na typy: od gładkich, “wylizanych” podobizn (Typ A), przez psychologiczne studia, aż po szalone, deformowane wizje tworzone pod wpływem substancji psychoaktywnych – od kawy po meskalinę (Typy czysto intuicyjne). Swoje eksperymenty z używkami przedstawił zresztą w napisanej w 1932 książce Nikotyna, alkohol, kokaina, peyotl, morfina, eter, wydanej jako Narkotyki.

Portret Janiny Turowskiej-Leszczyńskiej
Portret Janiny Turowskiej-Leszczyńskiej

Firma rządziła się twardymi regułami: klient nie miał prawa krytykować dzieła, a na prośby osób, których malować nie chciał, Witkacy odpowiadał krótkim: “Nie widzę powodu!”. W ten sposób stworzył kilka tysięcy portretów, zarabiając na chleb i… czas na pisanie rozległych powieści (Pożegnanie jesieni, Nienasycenie).

Proroctwo spełnione

W latach 30-tych Witkacy coraz bardziej angażował się w uprawianie filozofii. Stworzył własny system zwany monadyzmem biologicznym lub realizmem biologicznym. Równocześnie nasilały się jego pesymistyczne wizje przyszłości, pogarszał się nastrój, poczucie samotności i braku zrozumienia. Ostrzegał przed nadchodzącym “rozwydrzeniem form” i końcem kultury. W 1938 roku napisał zaginiony dziś dramat o wymownym tytule: Tak zwana ludzkość w obłędzie.

Przepowiednia ziściła się we wrześniu 1939 roku. Gdy wybuchła wojna, 54-letni Witkacy chciał walczyć, ale nie przyjęto go do wojska. Wraz z ukochaną Czesławą Oknińską uciekł na wschód, docierając do wsi Jeziory na Polesiu.

Portret Czesławy Oknińskiej-Korzeniowskiej
Portret Czesławy Oknińskiej-Korzeniowskiej

Po napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę, Witkacy znalazł się wśród osób, które opuściły bombardowaną Warszawę i udały się w na wschód, w nadziei znalezienia się w nieco bezpieczniejszej części kraju. 17 września jednak Armia Czerwona zaatakowała Polskę od wschodu. Dla Witkacego był to ostateczny znak, że jego katastroficzne wizje o upadku indywidualizmu i triumfie niszczycielskiej machiny totalitarnej właśnie stają się faktem. Dzień później, 18 września 1939 roku, artysta odebrał sobie życie.