Szewcy - dramat filozoficzny

Filozofia egzystencjalna Szewców

Szewcy to dramat, w którym groteskowa konwencja i brawurowo komiczny kreacjonizm językowy są medium dla treści filozoficznych. Jak wiadomo najważniejszą dla Witkacego kwestia wiązała się z tajemnicą istnienia oraz doświadczającą jej jednostką (zwaną niekiedy przez niego istnieniem poszczególnym). Ta koncepcja wyrastała z teorii filozoficznej, rozwijanej przez Witkacego w latach 30-tych. W Szewcach bezpośrednie nawiązuje do niej Sajetan w tym autoreferencyjnej wypowiedzi:

Materializm biologiczny autora tej sztuki mówi: jest to synteza poprawionego psychologizmu Corneliusa i poprawionej monadologii Leibniza. Przez miliardy lat łączyły się i różniczkowały komórki, aby takie ohydne ścierwo, jak ja, mogło o sobie powiedzieć właśnie “ja”!

Poniżej przyjrzymy się, jak zagadnienia filozoficzne rozwijają się w fabule dramatu.

Akt I. Filozoficzna diagnoza - nuda, świat zmierzający do upadku (patrz historiozofia).

Świat w Szewcach zmierza do upadku. Człowieczeństwo jest już na granicy całkowitej atrofii. Świadomość tego posiadają wszyscy wiodący bohaterowie, ale próbują radzić sobie z owym stanem rzeczy na różne sposoby.

Nawet Czeladnicy mają chwile refleksji nad fenomenem istnienia poszczególnego:

Pomyślcie tylko: czemuś jestem tym, a nie innym? To nieprawda, że ja nie mogłem o innym stworzeniu powiedzieć “ja”.

Istotą istnienia poszczególnego jest doświadczenie obcości i “osobności” od reszty świata, które prowadzi do poczucia jakiejś formy nienasycenia, pustki, nudy wreszcie, doświadczanej przez bohaterów Szewców.

Sajetan Tempe ilustruję tę sytuację obrazem siebie jako wiecznego tułacza, tym się tułającego, że do miejsca zawsze przykutego. W tym paradoksalnym wyrażeniu przywołuje on topos homo viator od razu aktualizujący się w postaci Ahaswerusa - Żyda Wiecznego Tułacza, z tym, że Sajetan - tułacz jest na zawsze unieruchomiony.

Po tym wyznaniu następuje dłuższa wypowiedź ukazująca katastrofalny stan świata i opłakanej ludzkiej egzystencji:

Już wszystko tak zbrzydło na tym świecie, że więcej o niczym gadać nie warto. Kona ona ludzkość pod gniotem cielska gnijącego, złośliwego nowotwora kapitału, na którym nikiej putryfakcyjne owe bąble, faszystowskie rządy powstają i pękają, puszczając smrodliwe gazy zagniłej w sobie, w sosie własnym, bezosobowej ciżby ludzkiej. Już nic gadać nie trzeba. Wszystko je wygadane do cna. Czekać trzeba, aż się zrobi, i robić, ile kto może. Czy my jesteśmy ludzie? Może ludzie to tylko oni - a my tylko bydlęce ścierwa, z takimi, wicie, Panie Święty, epifenomenami, by się jeszcze gorzej męczyć i na ich uciechę skowytać. […] A oni myślą tak na pewno, brzuchacze zacygarzone, ociekające takim śliskim koktejlem z ichniej rozkoszy i naszej smrodliwej, w beznadziei swej, męki.

Jako człowiek wrażliwy i intelektualnie niezwykle sprawny, Sajetan dotkliwie przeżywa bezsens istnienia:

Niech idzie dziwna chwila zaśmierdziałego żywota, niech się święci i mija, niech morderczą, tragiczną chucią nas, wszarzy biednych, zabija. Chciałbym żyć krótko jak efemeryda, ale tęgo, a tu wlecze się ta gówniarska kiełbasa bez końca, aż za szary, nudny, jałowcowo- -nieśmiertelnikowy horyzont beznadziejnego jałowego dnia, gdzie czeka wszawa, zatęchła śmierć.

Dla bohaterów dramatu nuda prowadzi wprost do poczucia, że ich życie jest pozbawione sensu i zmierza do równie absurdalnego końca. Postacie u Witkacego nie mają żadnej przecież nadziei na życie po śmierci czy duchowe zbawienie. Śmierć nie jest dla nich przejściem do innego świata, ale ostatecznym, przerażającym zderzeniem z całkowitą nicością.

Przeżywana przez Sajetana bezdenna nuda rozumiana jest tu jako stan pustki, poczucie znużenia i niewiary w sens działania oraz odmiany sytuacji. U Witkacego temat nudy dotyczy niemal każdego – od szewców, czyli ostatnich rewolucjonistów na świecie, po przedstawicieli klas wyższych: Prokuratora (burżuazja) i Księżną (arystokracja).

Gdy przyjrzymy się historii, zauważymy pewną prawidłowość: nuda pojawia się lub nasila tam, gdzie cywilizacja wytwarza grupę społeczną, która może skupić się na życiu wewnętrznym, a nie pracy fizycznej czy walce o przetrwanie. Na przykład w średniowieczu dotykała ona głównie duchownych – czyli księży i mnichów. W zakonach ten specyficzny rodzaj duchowego zniechęcenia nazywano acedią. Był on często opisywany w księgach religijnych i przedstawiany w sztuce, z czasem zaczęto go utożsamiać z lenistwem.

Hieronymus Wierx
Hieronymus Wierx

O ile zwykłą nudę można czasem zabić jakimś zajęciem, o tyle bohaterowie Witkacego są całkowicie bezradni wobec duchowego zniechęcenia i dojmującej pustki. Postępująca mechanizacja świata sprawia, że nuda staje się u nich czymś więcej niż tylko brakiem zajęcia czy problemem społecznym – staje się cierpieniem natury duchowej i filozoficznej (metafizycznej).

Nuda w świecie Witkacego wynika z jego pesymistycznej wizji świata, w którym człowiek powoli traci zdolność do przeżywania głębokich, egzystencjalnych emocji. Nuda jest zatem jakby stadium pośrednim - jej doświadczanie, jakkolwiek trudne do zniesienia, jest jednak świadectwem ciągle tlącej się iskry zdolności do doświadczania tajemnicy istnienia.. Kiedy ludzi stracą nawet zdolność doświadczania owej nudy, nastąpi ostateczny kres człowieczeństwa.

A). Sytuacja Sajetana - pesymizm kulturowy z nadzieją na przejściową i ulotną poprawę sytuacji

Szewców dręczy poczucie niesprawiedliwości świata, zwłaszcza tego, że muszą pracować na próżniacze “warstwy wyższe”. Identyfikują się z ideologią komunistyczną (choć nigdzie tego tak wprost nie nazywają) i oczekują, ze nastąpi społeczny przewrót, który ich sytuację zmieni.

Sajetan Tempe pokłada nadzieję (bardzo bladą) w idei przemienienia pracy. Z mechanicznej, niewolniczej, nietwórczej pragnie ją przekształcić w kreatywną i dającą spełnienie. Chce mu się, aby robota była była równocześnie mechaniczna i żeby duchem tę mechanikę wyosobliwiać, jak te dawne muzykanty i malarze swoje wydzieliny, w unikaty osobowego przejawu - tak ambicje swego mistrza przedstawia jeden z Czeladników.

Przed nadchodzącą i nieuniknioną całkowitą automatyzacją pracy można się zatem jeszcze próbować ratować, uciekając w twórczość lub chociaż w jej namiastkę. Sajetan może na przykład wymyślić nowy model buta – i choć czuje, że to nie to samo co dawna sztuka, to sam akt tworzenia wciąż pozostaje możliwy.

Sajetan doskonale zdaje sobie sprawę, że jednostkowość, kultura i prawdziwa twórczość są śmiertelnie zagrożone. Przestrzega, że w przyszłości, w miarę jak świat będzie się coraz bardziej mechanizował, nuda stanie się problemem nie do pokonania. Wie to też syn Sajetana, Józek, przewodzącym Dziarskim Chłopcom:

Ostatni raz pręży się indywiduum przeciw wszawości przyszłych dni.

B). Sytuacja Księżnej - dążenie do “babomatriachatu” i triumf nad mężczyznami

Księżna próbuje uciec przed nudą poprzez polityczną władzę i skrajną perwersję seksualną. Sięga po najzwyklejszy, ale też najmniej skuteczny sposób – szukanie mocnych wrażeń i odwracanie uwagi od własnej pustki.

Swoją relację z szewcami Księżna opiera na manipulacji i dominacji: dręczy ich seksualnie, a jednocześnie traktuje jak narzędzia (media), dzięki którym chce zdobyć władzę i zmienić bieg historii. Jej plan jest w pełni sadystyczny – karmi się cierpieniem, poniżeniem i złością zgromadzoną w szewcach, jeszcze bardziej żywi ją sadystyczne pastwienie się nad prokuratorem Scurvy’m.

Próba stworzenia przez nią „babomatriarchatu” w momencie, gdy świat wokół się rozpada, to swoisty erotyczno-polityczny przewrót. Choć Księżna kieruje się sadyzmem i pożądaniem, to jej główną, ukrytą motywacją pozostaje rozpaczliwa próba ucieczki przed udręką nudy.

C) Projekt Prokuratora

Scurvy doświadcza poczucia pustki i bezsensu istnienia a jego jestestwo wypełnia pożądanie Księżnej Iriny. Politycznie sam siebie opisuje jako prawdziwego, liberalnego - w ekonomicznym znaczeniu - demokratę. Jako taki uważa się za zwolennika reform ekonomicznych, a nie gwałtownego przewrotu.

Zbawię ten świat jednym tajemniczym słowem […]. Jeszcze nie wygasła magiczna wartość słów, w które wierzyli dawniej nasi wieszczow ie, a dziś wierzą logistycy i husserliści. Ja o tym mówiłem już - patrzcie: moje broszurki - których nota bene nikt nie czyta - jeszcze przed kryzysem.

Prokurator próbuje realizować się w swoich politycznych projektach (ratowanie kapitalizmu?), jednak większość jego świadomości (i niemal całą podświadomość, idąc tropem freudowskim) pochłania namiętność wobec Księżnej.

„Dziarscy Chłopcy” zabierają się powoli do obecnych. Milczenie. Nuda. Powoli spada kurtyna, podnosi się i znowu spada. Nuda coraz gorsza.

Akt II. Nuda wszechobecna

Znoszenie przymusowej bezczynność sprowadza Szewców niemal poziomu dzikich zwierząt: krążą jak głodne hieny, drapią się i zachowują w sposób całkowicie odarty z ludzkiej godności. Brak zatrudnienia doskwiera im bardziej niż dawna, przymusowa praca. Wcześniejsze zajęcie – choć męcząca – dawało im jeszcze chociażby namiastkę tworzenia. W więzieniu stracili już wszystko: zostali sam na sam z własnym, pustym istnieniem i jego „metafizyczną okropnością”. Nie ma już niczego, co mogłoby odwrócić ich uwagę od tej przerażającej pustki. Nuda, która na wolności pojawiała się tylko co jakiś czas, w uwięzieniu stała się całym ich światem i pochłonęła ich bez reszty.

W tym momencie nuda osiąga swój szczyt i zyskuje znacznie głębszy sens. To właśnie bolesne doświadczenie nudy sprawia, że szewcy zaczynają mocniej i wyraźniej odczuwać własne istnienie.

U Witkacego nuda prześladuje każdego bohatera po prostu dlatego, że jest on człowiekiem i myśli. Jest ona nieodłączną częścią naszej świadomości – dlatego nie da się przed nią uciec, tak jak nie da się uciec od własnego umysłu. To, że szewcy wciąż tak głęboko przeżywają swoje istnienie, łatwo wyjaśnić na gruncie poglądów Witkacego: nie są oni jeszcze ludźmi przyszłości, czyli zmechanizowanymi, pozbawionymi uczuć istotami. Dopiero w finale dramatu, gdy pojawiają się Towarzysz Abramowski i Towarzysz X, widzimy zapowiedź świata całkowicie zautomatyzowanego, w którym człowiek przestanie być naprawdę ludzki.

Prokurator, który w akcie II zdobywa władzę, także konfrontuje się z nienasyceniem i wewnętrzną pustką:

Sajetanie, czyż nie widzicie, że maskuję przed wami potworną tragedię mego położenia realnego i straszliwą wprost pustkę wewnętrzną? Poza tak zwanym problemem Iriny Wsiewołodowny nie ma we mnie po prostu nic - wyjedzona skorupka od nigdy niebyłego raka. Witkacy, ten zakopiański zagwazdraniec, chciał mnie namówić na zajmowanie się filozofią - i tego nie mogłem nawet zrobić. Jak ona przestanie się nade mną znęcać, po prostu przestanę istnieć, a żyć będę musiał z przyzwyczajenia…

Nie wszyscy ludzie bynajmniej doświadczają podobnej samoświadomości albo dotkliwej egzystencjalnej pustki. Żeby ją przeżywać trzeba mieć przecież chociaż zalążki życia wewnętrznego. Tymczasem, jak wyjaśnia jeden z Czeladników:

A wam mówię, Jędrek, że to schizoidalna psychologia. Nie wszyscy są tacy. To rasa ginąca. Coraz więcej jest na tym świecie pykników. Ma se radio, ma se stylo, ma se kino, ma se daktylo, ma se brzucho i nieśmierdzące, niecieknące ucho, ma se syćko, jak sie patrzy - czego mu trza? A sam w sobie jest ścierwo podłe, guano pogodne, przebrzydłe. To je pyknik, wis? A taki niezadowolony ze siebie to ino mąt na świecie czyni, żeby siebie przy tym przed sobą w yw yższyć i siebie sobie pokazać lepszym, niż naprawdę jest - nie być, ino pokazać, i nie lepszym, ino takim fajniejszym, wyhymiejszym. Taki to ci wyhyr ma przed sobom.

Najłatwiej przyjdzie nam chyba zapamiętać tę oto definicję pyknika, jaką wyraża Sajetan:

Zjeść, poczytać, pogwajdlić, pokierdasić i pójść spać. Poza tym nie ma nic - to jest, psia ich ścierwa, pyknicka filozofia

Pyknik, nazywany też czasem przez Witkacego bydlakiem lub “człowiekiem zbydlęconym”, to oczywiście typ człowieka zapożyczony z teorii konstytucjonalnej Kretschmera, choć niewiele mający z nią wspólnego. U Witkacego pyknik nie przeżywa uczuć metafizycznych, ogranicza się do zaspakajania materialnych i fizycznych potrzeb, nie jest więc człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu.

W II akcie wydarzenia, na które wszyscy czekali, wybuchają w momencie, gdy nuda sięga absolutnego szczytu i staje się nie do zniesienia. Chodzi o rewolucję szewców, która – co ciekawe, nieco wbrew ich własnym planom – daje im pełną władzę polityczną. Jednak ich prawdziwym, świadomym celem nie jest sama władza, lecz chęć poczucia choć przez krótką chwilę czystej radości z tworzenia, zanim zostaną powstrzymani i ukarani. Ten wybuch jest swego rodzaju „gwałtem” dokonanym na pracy i ma w sobie coś z wyładowania energii seksualnej. To dramatyczna próba nadania pracy zupełnie nowego, głębokiego i duchowego sensu (czyli stworzenia nowej metafizyki pracy).

Agresja Szewców ma bardzo podobne podłoże. Prokurator nazywa ich bunt „nową metafizyką”, ale też po prostu „psychozą”. Ostrzega, że jeśli ten szaleńczy zryw się rozprzestrzeni, rozwali dotychczasowy świat, zniszczy sztuczne idee i pokaże, jak bardzo ludzkość karlała i stała się śmieszna nawet w porównaniu ze zwierzętami.

Akt III

Gdy w III akcie Szewcy zdobywają pełnię władzy, zaczynają odczuwać pustkę i utratę poczucia sensu – dokładnie tak samo jak Prokurator w akcie II. Problemy z własną egzystencją zatem ich nie opuszczają: Sajetan przyznaje wprost, że wytrzymanie ciężaru życia i zrozumienie jego sensu bez popadnięcia w szaleństwo graniczy z cudem.

Szybko okazuje się też, że szewcy u władzy są tylko bezwolnymi marionetkami sterowanymi z ukrycia. Wchodząc w świat polityki, tracą autentyczność i przejmują całe obrzydlistwo oraz fałsz władzy, którą sami obalili. Gdy II Czeladnik pyta, czy przejście na stronę rządzących nie uczyniło z nich takich samych łajdaków, odpowiedź brzmi: tak, dokładnie to się stało. Z kolei obalony Prokurator – choć po utracie władzy dosłownie „spsiał” i jest obsesyjnie wpatrzony w Księżną – paradoksalnie zyskuje na swoim istnieniu i zaczyna dostrzegać głęboki, metafizyczny wymiar życia:

Metafizyka, którą pogardzałem dotąd, wali na mnie teraz ze wszystkich zakamarków bytu. Au commencement Bythos etait - otchłań chaosu! Cóż za cudną i niedoścignioną rzeczą jest chaos! Nie poznamy go nigdy jako takim, mimo że świat jest chaosem, naprawdę w istocie swej jest. […] - co za szkoda, że nie rozwijałem mego umysłu przez odpowiednią lekturę filozoficzną - teraz za późno - pojęciowo temu rady nie dam.

Nawet żal prokuratora potwierdza, że naprawdę docenił problematykę metafizyczną i filozofię: żałuje tylko, że tak późno.

W III akcie nuda potężnieje i opanowuje całą przestrzeń dramatu. Witkacy celowo zwalnia akcję, a żeby mocno zwrócić uwagę widzów i czytelników na ten problem, sięga po zabieg bardzo nietypowy dla teatru: każe wnieść na scenę tablicę z napisem „Nuda coraz gorsza”.

Sztuczne rozciąganie czasu ma bezpośrednio pokazać, że nuda wiąże się z wolno i nieznośnie upływającymi minutami. To, że nuda stale narasta, widzimy nie tylko po słowach bohaterów, ale też po tym, jak na naszych oczach rozpada się nowy świat budowany przez szewców u władzy.

Wszystko zmierza w stronę absolutnego marazmu i przemiany ludzi w bezmyślne maszyny – jest to tzw. „nuda przyszłości”. Co ciekawe, w wypowiedziach I Czeladnika znów powraca wątek pozytywnej strony nudy – jako stanu, który potrafi czegoś człowieka o nim samym nauczyć:

A nudy nie będzie, bo ideje, na tle braku zainteresowań filozoficznych u ogółu, wymarły do cna. Hej! Ino smutno jakoś, psiaścierwa! Trza się uchlać. A jak przyjdą dziwki z burżujskiej tancbudy i efeby z Przedmieścia Nieposłusznych Pauprów, i ten straszny drań, co mieszka na ulicy Szymanowskiego pod siedemnastym, to się zabawimy - zabawimy i zapomnimy o tym życiu strasznym w bezsensie ostatecznym, najgorszym, bo do cna uświadomionym. [490]

Dopóki człowiek jest w stanie odczuwać nudę, obrzydzenie, rozpacz czy samotność, dopóty wciąż istnieje dla niego nadzieja. Te trudne emocje – choć bolesne – są dowodem na to, że nasza świadomość i ludzka natura wciąż żyją.

Sajetan przedstawia jednak przerażającą wizję przyszłości ludzkości, gdy osiągnie ona już ostatni etap rozwoju. W tym świecie nie będzie już żadnych zmian ani kolejnych przewrotów (nasuwa się skojarzenie ze słynnym “końcem historii” Fukuyamy), a jedynie bezkresna, metafizyczna monotonia i powtarzanie w nieskończoność tych samych schematów. Będzie to stan duchowej śmierci za życia, z którego nie ma już żadnego wyjścia.

kankry jesteśmy wszyscy na ciele społeczności w jej przejściowej fazie od rozdrobnionej, sproszkowaciałej wielości do prawdziwego społecznego continuum, w którym zlewają się pojedyncze wrzody indywiduów w jedną wielką, “plaque mugueuse” absolutnej doskonałości wszechogólnego organizmu. Wrzody bolą i cierpią - to jest ich zawód poniekąd - niech tam! Plaka będzie już tylko rozkosznie swędzieć, aż się zagoi. Nicość.

Ten fragment świetnie podsumowuje całą historiozofię (pogląd na dzieje ludzkości) Witkacego. W jego wizji upadku świata najgroźniejszy wcale nie jest etap wojen, rewolucji czy cierpień w państwach totalitarnych. Najbardziej przerażający jest etap ostateczny – moment, gdy wszystko się uspokoi i ludziom zacznie żyć się całkiem wygodnie.

To rzekome „uspokojenie” oznacza w rzeczywistości całkowity paraliż świata: znikną głębokie myśli, zamrze kultura, a cała rzeczywistość po prostu zastygnie w miejscu. Będzie to nadejście Nudy Absolutnej – stanu, w którym człowiek traci resztki duchowości i staje oko w oko z całkowitą nicością.

Bohaterowie Szewców, całkowicie wykończeni nudą i stojący nad przepaścią, mają tylko dwa wyjścia: zaakceptować nadchodzący, bezduszny świat albo zginąć. Ostatnie sceny dramatu wyraźnie pokazują, że ten koniec jest nieuchronny: plan zdobycia władzy przez Księżną ponosi klęskę, a na scenie pojawiają się Towarzysze, którzy nudnym, urzędowym językiem zapowiadają nadejście epoki pustki. W tym momencie sztuka nie może się już po prostu „normalnie” skończyć. Jej gwałtowne przerwanie przez opadającą, żelazną kurtynę to jedyny możliwy gest, który podkreśla, że dawny świat i prawdziwe ludzkie emocje właśnie przestały istnieć.

Trzeba mieć duży takt, By skończyć trzeci akt. To nie złudzenie - to fakt.

Sztuka została gwałtownie przerwana, ponieważ Witkacy uznał, że wystarczająco jasno pokazał, dokąd zmierza świat – do całkowitego zautomatyzowania i utraty ludzkiej natury. Dalsze ciągnięcie fabuły byłoby tylko nudnym powtarzaniem tego, co widz i tak już zrozumiał. Zresztą sam koniec tego procesu jest tak naprawdę niemożliwy do wyobrażenia, a historia zmierza do niego jak wykres do linii, której nigdy w pełni nie dotknie (jak asymptota). Witkacy osiągnął swój cel: miał nas przerazić wizją nadchodzącego Królestwa Nudy, które wcale nie jest daleką przyszłością, ale czymś, co zaczyna dziać się na naszych oczach.